Felietony |
piątek, 2 grudnia 2011
Wypominki Tischnerowskie 2011
Zapraszamy na (organizowane przez nas) Wypominki Tischnerowskie, które ruszają już w sobotę, 3 grudnia! W programie m.in. debata "Kościół, demokracja konfilkt" i premiera spektaklu Artura "Barona" Więcka "Gdzie radość, tam cnota. Wariacje Tischnerowskie".
poniedziałek, 18 lipca 2011
Ruszyła akcja KSIĄŻKA CIESZY !
Fundacja "Świat ma sens" obdarowuje młodzież książkami. O akcji przeczytasz na portalu Polskamasens.pl
piątek, 27 maja 2011
Polecamy album Silka!
Słuchaliśmy debiutanckiego albumu Silka i jest znakomity!!! O artyście poczytacie na naszej żółtej trasie muzycznej, ale już niebawem na pewno wskoczy na czerwoną!
czwartek, 19 maja 2011
An On Bast!!!
Prezentujemy kolejne odkrycie muzyczne czyli An On Bast - znakomitą artystkę muzyki elektronicznej. Szukajcie An On Bast na wszystkich ważnych festiwalach muzycznych, także poza krajem!
środa, 16 lutego 2011
KONKURS! "Kultura ma Sens"
Fundacja "Świat ma Sens" oraz Bereś & Baron Media Productions ogłaszają nieustający konkurs "Kultura ma Sens". Zapraszamy do zapoznania się z regulaminem.
|
||
|
wtorek, 29 listopada 2011
Gaja Wielkiego Kalibru
Najlepszą polską powieścią kryminalną 2010 r. – wedle jury Międzynarodowego Festiwalu Kryminału, który zakończył się we Wrocławiu – okazała się „Topielica” Gai Grzegorzewskiej. Laureatka Nagrody Wielkiego Kalibru jest też autorką ogłaszanego na portalu Polska Ma Sens cyklu „Wiać!”. Gaja, serdecznie gratulujemy!
Grzegorzewska, odbierając czek na 25 000 złotych, mówiła: „Myślałam, że będę jak Martin Scorsese i pod koniec życia napiszę jakiś słaby, dwudziesty kryminał, za który dostanę tę nagrodę. Jestem wzruszona i zaskoczona, że nowym nosem będę się cieszyć trochę dłużej”. W konkursie brało udział siedem kryminałów: „Morderstwo w Alei Róż” Tadeusza Cegielskiego, „Ręczna robota” Ryszarda Ćwirleja, „Jul” Pawła Goźlińskiego, „Granatowa krew” Wiktora Hagena, „Inspektor Van Graaf” Adama Ubertowskiego oraz „Officium Secretum. Pies Pański” Marcina Wrońskiego i właśnie „Topielica” Grzegorzewskiej. Członkini jury (i znana publicystka tygodnika „Polityka”), Janina Paradowska, podkreślała, że decyzja była niezwykle trudna. Ostatecznie „Topielica” pokonała „Jula” jednym głosem. - To było jak spór romantyków z pragmatykami z kryminałami w tle. Szkoda "Jula", ale wybraliśmy świetnie napisaną powieść współczesną, której bohaterką jest kobieta-detektyw. W "Topielicy" jest świetnie zarysowana intryga kryminalna, ale znajdziecie w niej też odważne wątki obyczajowo- erotyczne, w tym męsko-damskie, męsko-męskie, a pewnie i damsko-damskie. Świetnie się to czyta, bo ma w sobie wszystko, co powinna mieć dobra powieść kryminalna - mówiła Paradowska. „Topielica” to czwarta powieść Grzegorzewskiej. Wcześniej były „Żniwiarz”, „Noc z czwartku na niedzielę” i napisana z Irkiem Grinem i Marcinem Świetlickim „Orchidea”. Akcja nagrodzonego kryminału toczy się na Mazurach. Znana z poprzednich książek autorki Julia Dobrowolska jest prywatnym detektywem. Wraz ze swoim przyjacielem i telewizyjnym partnerem Wiktorem Bergenem mają poprowadzić na Mazurach kurs dla przyszłych detektywów. Niespodziewane spotkanie z byłym kochankiem Julii, policjantem Aronem Goldenthalem, który z grupą przyjaciół żegluje po jeziorach, zmienia plany detektywki. Nagroda Wielkiego Kalibru przyznawana jest od 2004 r. Jako pierwszy otrzymał ją Marek Krajewski za głośną powieść „Koniec świata w Breslau”. Wywiad z laureatką Nagrody Wielkiego Kalibru 2010 niebawem na portalu Polska Ma Sens. A teraz fragment powieści, wybrany przez samą autorkę. Wkrótce jednak to wspólne nocne pływanie zaczęło jej się podobać. Zbliżała się pełnia, księżyc był już spory i odbijał się w jeziorze, lekko zmąconym ruchami dwójki pływaków. Było coś niesamowitego w tej ciszy i spokoju wokoło. W lesie zakwilił jakiś nocny ptak, szuwary szumiały, a woda rozgarniana ich ramionami szemrała cicho. Gdy odpłynęli spory kawałek od brzegu, chmura przesłoniła księżyc. Jakby ktoś zgasił reflektor oświetlający scenę. – Wracajmy – szepnął Aaron. Zawrócili. Płynęli, nie odzywając się do siebie. Ale Julia czuła, że znowu coś ich połączyło. Już nie chciała uciekać do bezpiecznej przystani, jaką był dla niej Wiktor. Chciała tu zostać. Cokolwiek się wydarzy. Wpłynęli w przesmyk między szuwarami, który prowadził do zacumowanej łodzi. Lekki podmuch wiatru przyniósł z gęstwiny odór zgnilizny. Łódź, oświetlona dwiema lampkami, wyglądała wyjątkowo spokojnie i kojąco. Julia zamarzyła teraz o ciepłym, szorstkim ręczniku, masującym zmarznięte ciało, szlafroku frotté, kubku gorącej kawy, papierosie i wspólnym milczeniu lub rozmowie do rana. Nagle zahaczyła o coś. – Przepraszam – mruknęła do Aarona. – Chyba cię kopnęłam. – Nic podobnego. Rzeczywiście. Nie mogła go kopnąć. Płynął metr za nią. – Nie strasz mnie – mruknęła, ale głos jej zadrżał. – Pewnie ryba... – Aaron urwał nagle i Julia usłyszała, jak ze świstem wciąga powietrze. – O, kurwa! Kurwa mać. – Co jest? – teraz Julia przestraszyła się nie na żarty. – Płyń dalej. Nie patrz tu – wydał jej rozkaz. Ale Julia już się odwróciła. Księżyc wyłonił się zza chmury. Specjalnie dla Julii oświetlił unoszące się na wodzie opuchnięte zwłoki. Julia otworzyła usta, ale Aaron momentalnie zasłonił je swoją dłonią. – Nie krzycz – wyszeptał, muskając jej ucho zimnymi wargami. Trzymał ją tak w ramionach w obecności trupa i Julia czerpała z tej sytuacji pewną niezdrową przyjemność. A potem pojawiła się pierwsza myśl, której po chwili się zawstydziła. Owa myśl brzmiała: czyli z ciepłego szlafroka, kawki, papieroska i pogaduszek podszytych flirtem gówno będzie! Głośno wyraziła swą irytację. – Kurwa. Trup. Topielec. – Nie da się ukryć – westchnął Aaron. – Julio, popłyń do łodzi po latarkę i zadzwoń po policję. Podaj im naszą szerokość geograficzną. – A co to ja jestem, Magellan? – mruknęła. W gruncie rzeczy była zadowolona, że to nie jej przypadło zadanie pilnowania napęczniałego nieboszczyka. Popłynęła. Wdrapała się na pokład i chwyciła najbliżej leżącą komórkę. Potem pobiegła po mapę. Wystukała numer. Zauważyła, że wcale nie jest jej zimno. Rzeczowym tonem wytłumaczyła oficerowi dyżurnemu, co się wydarzyło. Młodzieniec po drugiej stronie wydawał się podejrzliwy. A najbardziej podejrzany był dla niego spokój Julii. – A to nie żart? – spytał z powątpiewaniem. – Coś pani za spokojna. – Mogę trochę popiszczeć, jeśli to przyśpieszy wasze działania. Słuchaj pan. Jestem prywatnym detektywem. Julia Dobrowolska. Może mnie pan sprawdzić. Na topielca natknęłam się z komisarzem Aaronem Goldenthalem. Jego też niech pan sprawdzi. Tego dla młodego policjanta było już za wiele. Baba – detektyw (co za czasy nastały, Sodoma i Gomora, gdzie się te baby teraz pchają i po co, to Bóg jeden wie, a może i on nie wie) i jakiś, kurde, komisarz o nazwisku nie do wymówienia. No jaja pańskie. Pyszny żart. Ale nie z nim takie żarty! Posłusznie jednak wklepał nazwiska do komputera. Julia powoli zaczynała tracić cierpliwość. Przeliterowała po raz kolejny nazwiska i już myślała, że nic z tego nie będzie, kiedy coś w głowie dyżurnego zaskoczyło, klapka się uchyliła, a on wymruczał zmieszany: – Ano są państwo. Figurują. Piękne zdjęcie. Muszę przyznać. Przecież ja panią oglądałem co tydzień. Dlaczego już pani nie występuje? Taka gwiazda! Ma tu pani u nas na komisariacie wielkich fanów. W tym momencie Julia zupełnie nie czuła się gwiazdą. Powiał wiatr i zimno zaczęło jej doskwierać, a czekało ją jeszcze ponowne wejście do wody i oświetlanie Aaronowi trupa. – Słuchaj pan – powiedziała ostro, ale zaraz złagodziła głos do miłego dla ucha lekko mruczącego tembru. – Proszę przysłać radiowóz, techników i karetkę. A ja panu podam przez kogoś moje zdjęcie z autografem. – Serio? – Serio. Tylko z życiem, błagam. Julia podała szerokość geograficzną i opisała miejsce, gdzie zacumowali. Odłożyła komórkę na stół i odszukała latarkę. Potem ponownie zeszła do wody. Wydawała jej się jeszcze zimniejsza. A także czarna jak posoka, brudna, nieprzyjazna, zapchana trupami i ich wypatroszonymi wnętrznościami. Wzdrygnęła się i podpłynęła do Aarona. Tkwił nadal w tym samym miejscu. Obok niego na wodzie majestatycznie unosił się wielki jak balon topielec. – I co? Zaprzyjaźniliście się już? – spytała, wskazując głową nieboszczyka. – Co tak długo? – warknął. – Trafiłam na wyjątkowego tłuka dyżurnego. Musiałam go przekupić swoim zdjęciem z autografem. – Gołym? – Tak, Aaron. Gołym – syknęła zirytowana. – Przecież innych nie posiadam.
Wasze komentarze
|